wp6191267d_0f.jpg

Przyjdź Duchu Święty

 

Tajemnicza istota wyzwala modlitwę chrześcijanina. Ukierunkowuje i zanosi ją do Ojca Wszechmogącego. Św. Paweł tłumaczy ten wspaniały dar następująco: „Duch św. przychodzi na pomoc naszym słabościom, gdyż my nie potrafimy modlić się, jak należy; Duch św. modli się za nas: „Podobnie i Duch wspiera nas w niemocy naszej; nie wiemy bowiem o co się modlić, jak należy, ale sam Duch wstawia się za nami w niewysłowionych westchnieniach.” (Rz 8, 26)

 

Modlitwa Ducha Św. w nas umacnia naszą modlitwę. Czasami zmęczonym sercem i bełkocząc marne słowa stajemy się jak wyschłe drzewo, z którego Duch Św. wznieca żywy ogień. Modlitwa Chrystusa w nas jest wzniecana przez Ducha św. To On układa w naszych sercach synowskie: ”Abba! Ukochany Ojcze!” Odnawiajmy naszą wiarę poprzez działanie Ducha Świętego w naszym życiu i modlitwie.

 

Duch Pana i tchnienie Boga są wielkimi obietnicami Starego Testamentu: „I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali” (Ez 36, 26-27).

 

Dopóki jesteśmy początkującymi w dziedzinie modlitwy, nie posiadamy świadomości modlitwy Ducha Św., nie słyszymy wołania z głębi naszej duszy „Abba! Ojcze”. Nasze wewnętrzne zmysły, jeszcze mało wyedukowane, pozostają nieczułe na obecność Ducha Św. w nas. Jednakże od czasu do czasu, z intymną radością, kształtuje się w nas zmysł duchowy, rozumiejący Ducha Chrystusa: „Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy” (Rz 8,16).

 

Zrozumcie, że odkrywamy w nas powiew miłości do Ojca, który, z czym musimy się zgodzić, nie pochodzi od nas. Modlić się jest zatem bardzo łatwe! Wystarczy jedynie zgodzić się i przyjąć to, co dzieje się w nas: poddać się modlitwie Ducha Św., tak jak oliwa w lampie ulega płomieniowi, który ją pochłania.

 

* * *

 

„Chciałbym umieć się modlić – mówisz mi. Podziękuj Bogu. Pragnienie to może pochodzić tylko od Niego. Trzeba jeszcze, żebyś się zastanowił nad jego motywem. Pewna stara opowieść ułatwi ci zrozumienie mojej myśli lepiej niż długie wyjaśnienia.

 

W dawnych latach, w Wogezach, żyło bardzo wielu pustelników, zwłaszcza jeden z nich był uważany za świętego. Myśliwi zapewniali, że widzieli dzikie zwierzęta, niedźwiedzie, dziki i sarny zgromadzone i jakby skupione przed wejściem jego groty, podczas gdy on śpiewał na chwałę Bogu. Mieszkańcy doliny przestali się nawet dziwić, że widzą w nocy światłość nad górą, gdzie mieszkał człowiek Boży. Niejednokrotnie młodzieńcy z okolicy prosili go, żeby ich wziął do siebie, tak jak inni, którzy mieli po kilku uczniów. Wszyscy jednak otrzymywali odpowiedź odmowną, z wyjątkiem jednego. Przyczynę swego uprzywilejowania wyjawił on sam wkrótce po śmierci swego mistrza.

 

Gdy miałem osiemnaście lat zgłosiłem się do świętego pustelnika, prosząc o łaskę pozostania przy nim. Na jego pytanie: Dlaczego?, odpowiedziałem: Dlatego, że chcę się nauczyć modlić. Te słowa wywołały błysk czułości w spojrzeniu starego pustelnika. Zapytał mnie wtedy: A dlaczego, mój mały, chcesz się nauczyć modlitwy? - Dlatego, że to jest najwyższa umiejętność. - Chciałbym bardzo cię przyjąć, ale nie mogę – odpowiedział ze smutkiem.

 

Wróciłem do niego po trzech latach. Przyjął mnie z ojcowskim sercem i znów zadał mi to samo pytanie: Dlaczego chcesz nauczyć się modlitwy? - Aby zostać świętym. Byłem pewien, że tym razem mnie przyjmie, czyż to nie był powód najważniejszy? Lecz odmówił mi znowu i odszedłem zrozpaczony. Dalej pracowałem w polu. Pragnienie modlitwy ogarniało mnie jednak od rana do wieczora, silniej niż kiedykolwiek. Zdarzało się, ze płakałem, gdy myślałem o tym człowieku, który tam w górach żył w bliskiej zażyłości ze swym Bogiem.

 

Raz w noc Bożego Narodzenia zerwałem się nagle: powstała we mnie pewność, że tym razem mnie przyjmie. Gdy przyszedłem do niego, modlił się i nie zauważył mnie. Czekałem długo; moja niecierpliwość powoli się uspokoiła. Kiedy się odwrócił, nie wydawał się wcale zdziwiony moją obecnością. Odezwałem się pierwszy, nie pozostawiając mu czasu na pytanie: Chcę się nauczyć modlitwy, bo chcę znaleźć Boga. Wtedy mnie przyjął.”

 

Znaleźć Boga – oto prawdziwy cel modlitwy. Ten cel sprawia, że modlitwa nie może być nie wysłuchana. Ojciec nie umiałby się ukryć przed dzieckiem, które Go szuka. Dziecko zrozumiało wreszcie, że nie powinno dłużej ukrywać się przed Ojcem, który Go szuka. Znaleźć Boga. Na czym polega to pragnienie, które dzięki łasce dojrzewa w sercu chrześcijanina? Ci, którzy znaleźli Boga, chcieliby wyjawić nam swój sekret, lecz nie są w stanie tego zrobić: ani słowa, ani pojęcia nie mogą wyrazić bliskości duszy z jej Bogiem. Muszą oni zadowolić się zapewnieniem, że droga modlitwy nie jest ślepa, że wychodzi na jasną polanę, że doprowadza do przeżycia Boga i że tego przeżycia niepodobna wyrazić.”

 

* * *

 

To tylko fragmenty wypowiedzi Ojca Caffarela na temat modlitwy. Czyż nie brzmi szczególnie w tym ostatnim fragmencie smutek jego osobistych przeżyć: przecież będąc człowiekiem modlitwy, rzeczywistości, której nie są w stanie wyrazić ludzkie słowa, musiał posługiwać się wyrażeniami zrozumiałymi dla nas, ludzi początkujących na tej drodze, a zupełnie nie przystających do tej innej rzeczywistości. Jak miał mówić o „zagubieniu się w Bogu” ludziom, dla których modlitwa jest ciągle nie odkrytą tajemnicą.

 

Zostawił po sobie o wiele więcej, ale co bardziej ważne od ilości, to fakt, że zostawił nam te przemyślenia, bowiem sam to przeżywał, sam stawał wobec swojego Boga i Stwórcy w postawie pokory i miłości. To, co tu zostało ukazane pozwala zrozumieć, że modlitwa była dla niego „chlebem powszednim” i nie była trudnym obowiązkiem a czasem radości.

 

Tak rozumiał swoja tęsknotę za modlitwą Henri Caffarel: „Zachowałem nieuleczalną tęsknotę za życiem zakonnym. (...) Ale w końcu zrozumiałem, że to był fortel Pana ... Gdybym nie odczuwał bardzo głęboko tego powołania do życia modlitwy, nie doświadczyłbym potrzeby codziennej modlitwy i rezerwowania sobie każdego roku kilku tygodni ciszy i samotności. Jeśli moje kapłaństwo przyniosło jakieś efekty, wiem, że zawdzięczam to praktyce modlitwy...”.

 

wp5533b116.gif
wpc2028ab4.png
wp04af642f.png
wp1e9f12b1.png
wp3336b234.png
wpf46a436c.png
wp4a68103b.png
wpa73efaee.png
wpf46a436c.png
wpeceb4889.png
wp7f74020f.png
wpba130113.png
wp71fdc7ff.png
wp134e136b.png

Henri Caffarel, kapłan

wpc49314d3.png
wp63ba970d.png
wp6e7ea27f.png
wp89774230.png
wpc8a7fe2d.png
wp3d2b2d89.png
wp4bfb3773.png
wpeb29136a.png
wp8d44381c.png
wp92201dfd.png

/nauczyciel szczęścia/

ŻYCIE I DZIEŁA SŁUGI BOŻEGO KSIĘDZA HERNI CAFFARELA