wp6191267d_0f.jpg

Całe jego kapłańskie życie było nastawione na poszukiwanie Bożego zamysłu, a szczególnie wyczulone na Bożą miłość. Był „apostołem miłości” bowiem we wszystkich wydarzeniach widział obecność kochającego Boga i człowieka, który w swej ułomności różnie na tę Bożą miłość odpowiada. Uczył się rozumieć człowieka i jego zachowania. O ciekawym przypadku opowiada list, który napisał do Filipa (z książki „Bóg, który mówi”):

 

„Jeden z moich przyjaciół, staruszek kanonik spłatał mi raz złośliwego figla. Było to przed wielu laty. Zadał mi taką zagadkę: która z mistyczek wypowiedziała te słowa:

 

  • Za pomocą trzech słów tworzysz we mnie duszę nową.
  • Żyję całkowicie w Tobie: istnieję, bo Cię kocham.
  • Ty jeden i mój ból, to wszystko, co pozostało w mojej naturze; nie miałam żadnych zainteresowań, żadnych przyjaciół, nie łączyły mnie z nikim żadne więzy, nie potrzebowałam tego; kochać Ciebie, widzieć Ciebie lub przestać żyć, oto ostatnie i jedyne pragnienie mojej duszy.
  • Moje «ja» jest również urojeniem, czuję z całym przekonaniem, że nie jestem wcale «ja». Jestem «Ty» i ażeby być «Ty», nie mam już żadnej innej ofiary do złożenia.

 

Nie można powstrzymać się, by nie pragnąć takiej miłości Boga, jak autor tych myśli. Wówczas zakwalifikowałem je jako słowa, które mogła wypowiedzieć Święta Teresa od Jezusa lub Święta Katarzyna Sieneńska.

Wyobraź sobie Filipie, że nie była to żadna sławna mistyczka, ale jedna ze znanych w historii kochanek – Julia de Lespinasse. Zdania te zostały zaczerpnięte z jej listów do kochanka, który igrał z sercem tej kobiety i skazał ją dosłownie na śmierć z miłości.

 

Gdy odkryłem prawdę kwalifikowałem te myśli jako «miłosny liryzm». Dzisiaj, po 40. latach kapłaństwa i otrzymaniu wielu poufnych zwierzeń, moja reakcja jest zupełnie inna. Uważam te myśli za podniosłe. Rozumiem obecnie, jak straszną pomyłkę one objawiają: ta młoda kobieta nie była banalną kochanką o płytkich uczuciach. Kochała tego człowieka tym, co było w niej stworzone do kochania Boga, stąd u niej ta tragiczna potrzeba absolutu miłości.

 

Istotnie, jest w człowieku jakby «głębokie serce», które bardziej lub mniej uśpione, pewnego dnia przebudzi się. To serce jest przeznaczone dla Boga i tylko dla Niego! Ono całym swym dynamizmem dąży do absolutu miłości, do absolutu szczęścia, krótko mówiąc - do absolutu Boga. U niektórych budzi się ono natychmiast z przekonaniem, że Bóg jest tutaj, a oni są stworzeni dla Niego.

 

Ale u wielu to przebudzenie jest bardziej stopniowe, bardziej ukryte. Impulsem do niego może być widok natury, wiersz, stronica Biblii, spojrzenie dziecka, wielka miłość, która budzi ze snu głębokie serce, owo serce naszego serca.

 

Biada nam jeśli pomylimy się co do sensu porywu, który wypływa z głębi naszego bytu i weźmiemy na cel stworzenie a nie Stwórcę (pogranicze bałwochwalstwa). Rozczarowanie będzie na miarę siły tego porywu. Ileż ono zniszczyło istot takich jak Julia de Lespinasse?

 

Przeciwnie, szczęśliwy jest ten, kto rozpoznaje ten niepowstrzymany poryw swego głębokiego serca i pozwala się przezeń prowadzić ku Bogu (to jest kult).”

 

* * *

 

Doświadczenia Ojca Caffarela w pracy z ludźmi poszukującymi Boga znalazły swój wyraz w wielu publikacjach, których był autorem. W Polsce wydano kilka jego książek, w tym piękną książkę o miłości Maryi i Józefa, zatytułowaną: „Weź do siebie Maryję, twą małżonkę”, ale także książki o „zwykłej” - ludzkiej miłości, o jej problemach, uniesieniach, o poszukiwaniu sensu. Są to w dużej mierze jakby odpowiedzi na listy, które otrzymywał z całego świata. Oczywiście większość jego dzieł poświęcona jest modlitwie, bo tym bezpośrednim kontaktem z Bogiem był wprost zafascynowany, ale ponieważ modlitwa jest nierozerwalnie związana z miłością do Stwórcy, obie te kwestie pojawiają się w jego dziełach. Nauczał, jak rozpoznawać miłość Boga w codziennych znakach i jak ją pojmować, choć uciekał się tu czasem do przypowieści. Oto jedna z takich przypowieści o poszukiwaniu Boga w życiu:

 

Przed spiżową bramą

 

Na wieść, że przybył brat Bazyli, eremita z wielkiej pustyni, wszyscy zakonnicy zebrali się w sali kapitulnej, by posłuchać tego, którego nie widzieli piętnaście lat. Bazyli popełnił kiedyś szaleństwo, zbliżając się za bardzo do Bożego płomienia. Jego serce parzył nieskończenie słodki ogień oparzeliny.

 

Następnego dnia nie było już Boga na jego modlitewnym spotkaniu. Brat Bazyli ubolewał nad tym i płakał. Nie mógł spać. Za pozwoleniem przełożonego udał się na pustynię, przekonany, że Bóg go tam oczekuje. Przez długie miesiące modlił się. Wylewał wówczas rzęsiste łzy, nie ustawał w narzekaniu… Często pokrzykiwał na Boga… Nie brak było także licznych uniesień pełnych złości, ale Bóg pozostawał głuchy.

 

I właśnie wtedy, gdy był wyczerpany ową tęsknotą za Bogiem, jego dusza stała się bardziej jałowa niż otaczająca go pustynia. Było tak aż do dnia, kiedy nawiedził go sen, ten sen, z którego po swoim powrocie postanowił zwierzyć się wszystkim zgromadzonym współbraciom.

 

„Ujrzałem - wspominał - jak zbliżałem się do spiżowej bramy Raju. Przynaglony tym, że wreszcie spotkam się z Panem, zapukałem, by mi otworzono. Odpowiedziało mi milczenie. Wołałem i pukałem coraz gwałtowniej. Nieustanna cisza. Naciskałem całym swoim ciężarem, sądząc w swojej naiwności, że przeszkoda ustąpi. Załamany, odsunąłem się przyrzekając, że nie będę więcej myślał o Bogu. Mijały miesiące i lata. Na nowo przyzywałem doświadczenia Jeremiasza: „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść… I powiedziałem sobie: Nie będę Go już wspominał ani mówił w Jego imię! Ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień nurtujący w moim ciele”. (Jr 20, 7.9)

wp7b33f4dd.png
wp3d9e867e.png
wp7033a47c.png
wp3d9e867e.png
wp7033a47c.png
wpbe31a4d8.png
wp71fdc7ff.png
wp4cec6bac.png

Henri Caffarel, kapłan

wpc49314d3.png
wp63ba970d.png
wp181d794f.png
wp89774230.png
wpa6b90e1e.png
wp3d2b2d89.png
wp4bfb3773.png
wpeb29136a.png
wp8d44381c.png
wpd78abbfc.png

/nauczyciel szczęścia/

ŻYCIE I DZIEŁA SŁUGI BOŻEGO KSIĘDZA HERNI CAFFARELA

wp5533b116.gif
wp567e6302.png
wp5533b116.gif
wpc2028ab4.png